Fundacja im. Jacka Kaczmarskiego

Festiwal Piosenki Poetyckiej Nadzieja

Magda Mikołajczuk
To chyba było przeczucie

Jacek Kaczmarski z Janem Cieślakiem

15 lutego 2006 na antenie Pro- gramu 1 Polskiego Radia mogliśmy wysłuchać rozmowy Magdy Miko- łajczuk z Janem Cieślakiem, współ- wydawcą najnowszej płyty Jacka Kaczmarskiego pt. „Świadectwo”. Prezentujemy fragment tej roz- mowy.
M. Mikołajczuk: — Została nagrana w 2000 roku a dopiero teraz wydana. Co się stało?
J. Cieślak: — Jacek nagrywał płytę właśnie w 2000 roku z myślą o swoim jubileuszu 25-lecia, który przypadał na rok 2001. Płyta niestety nie mogła ukazać się wcześniej, dlatego że po prostu wydawca tej płyty — ówczesny — jakby zlikwidował swoją firmę. Płyta przeczekała pięć lat u mnie w domu i Jacek jeszcze, prawda, w swoim czasie pytał się — co z ta płytą, co z tą płytą… Wreszcie udało się tę płytę wydać. Z tego się bardzo po prostu cieszymy.
— Piosenki do niej wybrał sam Jacek Kaczmarski?
— Sam Jacek Kaczmarski. To jest jego świadomy wybór. Wybrał stare utwory, które po prostu raz jeszcze nagrał w krakowskim studio. (…) To jest studyjna ostatnia sesja Jacka Kaczmarskiego. Nagrał te utwory, właśnie one ukazują się w tej chwili dokładnie w takiej kolejności, jak Jacek sobie to wymyślił — te utwory i w ta- kiej okładce jaką Jacek jeszcze widział i akceptował.
— Na tej płycie są te najbardziej znane piosenki, czy mniej? Bo czasami tak bywa, że artyści są w pewnym momencie znużeni tymi swoimi przebojami, których się domaga pu- bliczność, chcą pokazać coś innego. Jak jest tutaj?
— Jacek wybrał tutaj utwory, które z jednej strony najczęściej były grane na koncertach. Nie pamiętam przynajmniej koncertu, gdzie nie mogło by być Obławy, Naszej Klasy, czy Epitafium dla Wysoc- kiego. Ale również są utwory, które po prostu na koncertach były bardzo rzadko wykonywane a nawet prawie w ogóle, choćby Kores- pondencja klasowa czy Limeryki o narodach, z uwagi na długość tych piosenek. Rzadko tu również wykonywane były Listy. (…)
— (…) To jest ostatnia studyjna płyta Jacka Kaczmar- skiego…
— Tak i ostatnia oficjalna z oficjalnej dyskografii, która się właśnie teraz ukazuje.
— (…) Zostanie wydana 20 lutego. Dlaczego ta data?
— Właśnie zastanawiałem się długo, bo płyta generalnie już w styczniu została wyprodukowana. Zastanawiałem się, jaką zrobić datę premiery. No, można, prawda, myśleć o 22 marca czyli urodziny Jacka, ale stwierdziłem, że nie ma co czekać…
— Już pan chce, skoro pięć lat leżała ta płyta…
— …na półce, taśma matka u mnie w domu i już miesiąc prawda leży w magazynie i gotowa jest do sprzedaży. Wymyśliłem inną datę — 20 lutego. Dlatego, że po prostu ona nie jest przypadkowa. Mianowicie, cztery lata temu 20 lutego miał odbyć się koncert Jacka w Piwnicy pod Harendą w Warszawie. Trasa ta miała promować płytę Mimochodem, czyli ostatni program Jacka. I wtedy właśnie to był pierwszy koncert, który miał się odbyć i został odwołany przez Jacka. Jacek zadzwonił i powiedział ten koncert należy przełożyć. Na początku chciał przełożyć — z uwagi na to, że coś ma z gardłem, prawda, nie bardzo jeszcze się czuje na siłach występować. No okazało się, że dalej te koncerty następne również należało odwołać z uwagi na chorobę. Ale ta data taka jest szczególna, bo pamiętam ją dobrze, że Jacek właśnie zadzwonił, żeby po prostu to odwołać. Wtedy wiem, że siedzieliśmy w Harendzie i zwracali ludziom pieniądze za sprzedane bilety.
— Jak wtedy Jacek Kaczmarski reagował na to? Bo jednak to była taka pierwsza decyzja związana z chorobą…
— (…) Pamiętam, że luty był też to miesiąc — 25 lutego — to było moje, już jakby ostatnie, spotkanie z Jackiem. Później już niestety nie widzieliśmy się, tylko żeśmy jeszcze rozmawiali trochę telefoni- cznie. Jacek mówił, że właśnie z tą chorobą tak nie wie dokładnie co to jest, bo lekarze na początku przecież nie stwierdzali, że jest to nowotwór, Jacek leczył się antybiotykami na nieżyt gardła. W sty- czniu jeszcze był, prawda, w Paryżu i zaśpiewał kolędy.
Więc nie wiedział, ale coś mówił, że może to być nowotwór, prawda, dlatego chciał jeszcze ten koncert przełożyć, bo myślał, że w marcu będzie czuł się na siłach śpiewać. Jacek cały czas chciał śpiewać. Pamiętam, że jak później już Jacek był umówiony w szpitalu na jakieś wizyty lekarskie, na badania, właśnie wtedy zapytał mnie się, co z płytą „Świadectwo”, czy ja mam tę taśmę, czy wiem, gdzie jest okładka. Ja mówię: tak, taśmę mam, wiem gdzie jest okładka, w razie co, będzie można tę płytę wydać. Więc Jacek powiedział wtedy do mnie, że „to pamiętaj, że gdyby coś się stało, gdybym na przykład umarł, to żeby tę płytę wydać”. A ja oczywiście się przeraziłem, no bo tu nie mam, prawda, jeszcze jakiś diagnoz bardzo pesymisty- cznych, to był luty, a Jacek mówi takie słowa, że gdyby umarł, to żeby tę płytę wydać.
— Ale czy pan myśli, że to było jakieś przeczucie czy taki racjonalizm człowieka, który no wie, że w każdej chwili… każdy z nas może w każdej chwili… umrzeć, prawda?
— Może to było przeczucie. Bo pamiętam, że Jacek przyjechał do Warszawy, ja wtedy odebrałem go z Dworca Centralnego, przyje- chaliśmy do radia. Jacek podpisał właśnie wtedy tę umowę na płytę Mimochodem, bo wtedy właśnie wydawcą tej płyty było Polskie Radio, mówiliśmy o ewentualnych koncertach, ale właśnie mówił, że… To chyba było przeczucie, tak mi się wydaje. (…)

opracował: J.P.


© Grabi 2007