Fundacja im. Jacka Kaczmarskiego

Festiwal Piosenki Poetyckiej Nadzieja

rys. A. Płoski

Rysunek Andrzeja Płoskiego

Bogdan Żurek
Przewielmożny kat

Bogdan Żurek

Gdy tylko jestem w ukochanym Sopocie pędzę do Osowej, bo tam, u Ali, nad nocnymi Polaków rozmowami czuwa Jacek. W domu Ali do Jacka wciąż blisko, bardzo blisko. Słuchamy Kaczmara, Bogdan ugniata cytruski do kolejnego drinka, słuchamy Kaczmara, w kącie Jego gitara, słuchamy, mimo że każde słowo i każdy dźwięk znane. Wokół V Nadziei w Kołobrzegu mowa się toczy. Noc czeskich bardów będzie. Karela Kryla znałem — mówię, w Wolnej Europie w Monachium razem pracowaliśmy. On u Czechów, ja u Polaków. Nie wolno zapomnieć o Krylu na tegorocznej „Nadziei”. Przyjaźnili się przecież z Jackiem, no i jaka to noc czeskich bardów bez Kryla?

 więcej… 

Krzysztof Gajda
Jacek Kaczmarski — między pokoleniami

Krzysztof Gajda

fot. P. Lipski

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, jakie utwory kojarzą mu się z czasami schyłkowego peerelu, ze stanem wojennym, latami osiemdziesiątymi, pewnie w ścisłej czołówce takiego rankingu poczesne miejsce zajęłyby „hity” Jacka Kaczmarskiego: Mury, Zbroja, Obława, Nasza klasa. Przynajmniej tak to działa w drugą stronę. Piotr Bratkowski w 1990 roku napisał w Tygodniku Powszechnym: „Gdyby ktoś zapytał z czym najbardziej kojarzy mi się twórczość Jacka Kaczmarskiego, odpowiedziałbym bez większego wahania: z zimą stanu wojennego. Nie byłaby to, jak sądzę, odpowiedź oryginalna: takiej samej udzieliłoby wielu ludzi, zwłaszcza z mojej (czyli zarazem — samego Kaczmarskiego) generacji”.

 więcej… 

Jarosław Lindenberg
Mój szkolny Przyjaciel (wspomnienie o Jacku Kaczmarskim)

Jacka poznałem jesienią 1971 r. w pierwszej klasie XV LO im. Narcyzy Żmichowskiej. O szkole tej trzeba powiedzieć słów kilka, bowiem nie było to typowe peerelowskie liceum i atmosfera w nim panująca na pewno wpłynęła w jakimś stopniu na ukształtowanie osobowości i przyszłej drogi życiowej Jacka. Szkoła założona w 1929 roku, była pierwotnie „pensją” dla dziewcząt, mającą propagować (za przykładem Patronki) ideały emancypacji kobiet i przygoto­wywać je do odpowiedzialnego życia społecznego. Ponieważ oryginalny budynek przy ul. Mokotowskiej spłonął w czasie okupacji, szkoła została po wojnie umieszczona w budynku dawnego gimnazjum im. Książąt Mazowieckich przy ul. Klonowej 16, w pobliżu Placu Unii Lubelskiej.

 więcej… 

Rafał Żebrowski
„A śpiewak także był sam”, czyli wspomnienie o Jacku Kaczmarskim

Rafał Żebrowski

fot. J. Błażyński

Mimo, że nie spotkaliśmy się nigdy osobiście, a jednak z pewnym trudem przychodzi mi o nim myśleć w czasie przeszłym. To dziwne uczucie, bowiem głównie doświadczamy przemijania. Jesteśmy więc zwierzętami historycznymi, choć w postmodernistycznej epoce mało kto chce się do tego przyznawać. Jednak nasza podświadomość sprawia, że przemijanie wydaje się nie imać wielu osób. Głównie są to nasi bliscy i towarzysze różnych niedoli, ale czasem tym sposobem traktowania wyróżniamy także czcigodnych zmarłych, którzy wpisali się trwale w nasze życie, najczęściej poprzez to, iż byli na tyle niebanalni, by przyczynić się do naszego rozwoju.. Bez wątpienia taką osobistością dla bardzo licznych przedstawicieli pokolenia, któremu dane było przeżyć świadomie kilka ostatnich dziesięcioleci, był Jacek Kaczmarski. 22 III 2006 r. rozpocząłby właśnie 50. rok swego życia; zmarł bowiem przed bez mała dwoma laty, 10 IV 2004 r.

 więcej… 

Krzysztof Gozdowski
Drogi Jacku...

Krzysztof Gozdowski

Pamiętam, jak jeszcze na kilka tygodni przed ową fatalną wigilią Świąt Zmartwych­wstania Pańskiego 2004 roku namawiałeś mnie do kupna kangurów. Pisałeś, że dają się oswoić tak jak psy i są źródłem nieustannej radości. Pamiętam, jak gdzieś rok wcześniej usilnie dowodziłeś, że moje zainteresowanie Twoją twórczością pozostaje w bezpośrednim związku z faktem posiadania przeze mnie parki osłów i świadczy o podziwu godnej konsekwencji upodobań (zainspirowało mnie to później do napisania Piosenki o osłach, zaczynającej się od słów: „Nie jest potrzebny żaden Goya, by ujrzeć w sobie kawał gnoja...”, pomyślanej oczywiście jako impertynencja pod Twoim adresem).

 więcej… 

Krzysztof Gajda
Słyszę czasami głosy osób rozżalonych...

Krzysztof Gajda

fot. P. Lipski

Słyszę czasami głosy osób rozżalonych, że Jacek był i ciągle jest poetą niedocenionym. Że z niedostateczną odwagą literaturoznawcy, krytycy mówią o Nim jako o poecie. Przysłuchuję się, przyglądam dyskusjom na temat tego, czy jeden z mistrzów Jacka, Zbigniew Herbert, nie zasłużył bardziej na nagrodę Nobla, niż — dajmy na to — Wisława Szymborska, Czesław Miłosz, czy mnóstwo innych poetów, pisarzy, dramaturgów. I zawsze w takich sytuacjach myślę, jak bardzo zanurzeni jesteśmy w naszym małym, ziemskim, banalnym systemie wartościowania. Czy przypadkiem Poezji — tej pisanej z wielkiej litery — nie jest obojętne, jakie miejsce w rankingu zajmie ten czy inny poeta?

Chodzi o moment, kiedy cichnie już „wrzask, szczęk i śpiew” — kiedy milkną odgłosy walki z życiem i o życie.

Jacek Kaczmarski wybrał sobie jako poeta drogę trudną, ale jestem pewien, że jedyną możliwą dla niego samego. Łącząc wiersze z muzyką w piosenki, śpiewając je, obniżył w odbiorze społecznym rangę swoich dokonań. Wszak piosenka to nie wiersz.

 więcej… 

Robert Siwiec
Order słonia

Robert Siwiec

fot. Grabi

Mówić publicznie o Wielkich nie jest łat­wo. Mówienie o Wielkich, to wielki problem. Zawsze bowiem — mówiąc o Nich — pojawia się pokusa użycia słów wielkich i formy szczególnej. Te słowa i ta forma „ciężar zbyt ogromny” udźwignąć mają. Ta naturalna pokusa ze strachu, z obawy się bierze. Czy w sposób wystarczający opiszę wielkość Wielkiego? Czy moje proste słowa i moje skromne myśli wystarczą, by opisać fakturę spiżu, zapach brązu, kolor granitu?

Ale powiedzmy sobie szczerze: Oni, ci Wielcy, też nie są tu bez winy.

 więcej… 

Piotr Załuski
„Jego pieśni to inna postać wiersza”

Piotr Załuski

Dla każdego, kto cokolwiek pamięta z Norwida, jasne jest przesłanie prologu w wierszu Fortepian Szopena:

       Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
       Nie docieczonego wątku —
       Pełne, jak Mit,
       Blade, jak świt…
       — — Gdy życia koniec szepce do początku:
       „Nie stargam Cię ja — nie! — Ja, uwydatnię…

Zdarzyło mi się być u Jacka w te dni przedostatnie, a dzisiaj, ponad trzy lata od jego śmierci, z najgłębszym przekonaniem mogę powiedzieć, że prawda norwidowskiego wiersza realizuje się na naszych oczach, że twórczość Jacka coraz bardziej jest „uwy- datniana” przez ów „życia koniec”.

 więcej… 

© Grabi 2007